Białobłocki Ośrodek Kultury

Wywiad z Robertem Śliżewskim - jurorem XI Ogólnopolskiego Festiwalu Tańca o Puchar "Kujaw i Pomorza"

PDF Drukuj Email
06.04.10  |  Wpisany przez Elwira Zwolińska

Przed XI Ogólnopolskim Festiwalem Tańca „O Puchar Kujaw i Pomorza” spotkaliśmy się z jednym z sędziów tego turnieju, Robertem Śliżewskim. Instruktor „Gymnasion”, absolwent Akademii Wychowania Fizycznego, Uniwersytetu Ludowego i Akademii Muzycznej, pedagog, tancerz, choreograf, wykładowca akademicki, instruktor i uczestnik warsztatów tańca opowiedział nam o swojej pasji, niechęci do „You Can Dance” i swoich mistrzach.

 

Wydaje się, że jest Pan człowiekiem o stu twarzach, ale która z nich jest Panu najbliższa?

Najbliższy jest mi taniec. Jestem pedagogiem, robię choreografie jazz i modern, przygotowuję spektakle teatru tańca współczesnego. Tak się złożyło, że początki mojej kariery to taniec ludowy w Suwałkach. Wtedy nie było innych możliwości. Nie żałuję tego wyboru, bo otrzymałem dobre przygotowanie z tańca klasycznego.

 

Co najbardziej porywa Pana w tańcu?

Taniec to taka sztuka, gdzie ruchem pokazuje się emocje. Realizuję się w nim ruchowo i emocjonalnie.

Jaka jest Pana ulubiona forma/technika tańca?

Lubię takie formy, w których można coś pokazać widzo

wi i w których widz może uczestniczyć. Taniec współczesny daje najwięcej możliwości. Właśnie teatr tańca daje możliwości przekazywania różnorodnych komunikatów widzowi. Lubię też folklor z którym zaczęła się moja przygoda z tańcem i na pewno zawsze będę realizował się jako choreograf jazz, modern i folklor.

 

Jakie ma Pan hobby poza tańcem?

Wędkarstwo i samochody.

 

Czy wziąłby Pan udział w programie „You Can Dance” czy „Mam Talent”?

Nie jestem za bardzo pozytywnie nastawiony do YCD. Ten program nie pokazuje prawdy o tańcu. Boli mnie to, że młodzi ludzie oglądający ten program nie widzą różnicy między jazzem a hip-hopem, bo style są tam mocno wymieszane. Poza tym YCD pokazuje, że szybko można zrobić karierę w tańcu, co też nie jest prawdą. Jest to dobrze wyreżyserowane show z dobrym marketingiem. Warto by zobaczyć czy po YCD zdobywcy pierwszego miejsca są rozrywani jako tancerze na sceny świata, czy może po krótkiej chwili rozpoznawalności wrócili do ciężkiej pracy, a laury i owacje  zbiera program i oglądalność o którą tak naprawdę chodzi.

 

Jak długo Pan tańczy?

Całe życie.

 

Kto był największym krytykiem Pana talentu?

Ja sam. Rzadko zdarza się, żebym był zadowolony z mojej choreografii. Zawsze uważam, że coś mi nie wychodzi i zawsze do siebie mówię, że coś jeszcze muszę poprawić.

 

Jaka była największa nagroda, jaką otrzymał Pan w konkursach tanecznych?

Laureat I Ogólnopolskiego Konkursu Choreograficznego im. Bronisławy Niżyńskiej w Teatrze Wielkim w Warszawie. Inną są uśmiech tancerzy, którym wychodzi trudne łączenie z lekcji.

 

A jak była Pana największa porażka?

Pedagogiczna. Jestem za dobry dla ludzi. Młodzi tancerze, których wychowujemy nie doceniają instruktorów i zapominają powiedzieć dziękuję, kiedy osiągają sukcesy.

 

Kto jest dla Pana największym autorytetem w świecie tańca?

Rudolf Nurejew, rosyjski tancerz i choreograf. Wracam często do jego książki, w której opowiada o swoich początkach, bo warto pamiętać jak to było, gdy się zaczynało.

 

Drugim autorytetem jest człowiek, dzięki któremu trafiłem do tańca, mój pierwszy nauczyciel tańca Jerzy Śniechowski.

 

W gronie moich mistrzów jest też Michael Jackson. Co ciekawe, kroku Moonwalk nauczyłem się na Uniwersytecie Ludowym.

 

Czy po wieloletniej pracy z tańcem sam taniec sprawia Panu taką samą radość jak na początku?

Tak, cały czas tak samo. Robię to, co kocham i kocham to, co robię. Tańczę po 4-5 godzin dziennie.

 

 

 

Gdzie uczył się Pan zawodu tancerza?

Na całym świecie.

 

Czy Polacy potrafią tańczyć?

Tak. Jesteśmy bardzo roztańczonym narodem. Wielu Polaków tańczy za granicą w bardzo dobrych teatrach baletowych, tedatrach tańca i rewiach.

 

Czy warto tańczyć?

Tak, to piękny zawód dający dużo satysfakcji. Aby otrzymać gromkie brawa na koniec pokazu trzeba wielu wyrzeczeń. Niestety jest to zawód nisko opłacany w Polsce i mało doceniany przez władze. Mimo to wybrałbym go jeszcze raz.

 

 

Wywiad przeprowadziły dziennikarki BOK: Julia Arndt, Karolina Osińska i Adrianna Zwolińska
Autor zdjęć: Sylwia Arndt
Poprawiony: 12.04.10